wtorek, 19 sierpnia 2014

Kim jest dziadek Franek?

Dawno już nie pisałam niczego o Feliksie.
Pewnie dlatego, że Feliks dobrze ukrył się przed moim oczami.
Odszedł z grona moich facebookowych znajomych,
a jakby tego było mało zablokował swój funpage.
Wydaje mu się, że stał się niewidoczny, a ja nie widząc go,
zrezygnuję z opisywania jego przygód zarówno tych erotycznych jak i innych.
Niestety każdy pisarz ma oczy na plecach, a uszy w ścianie domu swojego bohatera.
Bohaterowi nie da się tak zupełnie odizolować od swojego autora.
I ja też wiem co nieco o swoim Feliksie i wróżce, do której Feliks bezskutecznie wzdycha.
Powiem tylko, że oboje mają się dobrze. Feliks założył na siebie nowe ubranko,
a jego wróżka wzdycha do swojego wymarzonego magicznego faceta.
Czy w końcu znajdzie takiego, a jak znajdzie, czy on obdarzy ją swoją miłością?
Te ciekawy tematy zostawmy sobie na później.
Na razie przygoda Feliksa niezwiązana z wróżką, przynajmniej tą z rzeczywistości
i z żadną nową dziewczyną.

Zdjęcie zabrane stąd.
Feliks nie pamiętał dokładnie, kiedy po raz pierwszy spotkał dziadka Franka.
Wcale nie chciał pamiętać, bo spotkanie z dziadkiem nie było przyjemne.
Gdyby miał wybierać między zrzędliwą i upierdliwą ciotką Dynią, a dziadkiem Frankiem, zdecydowanie wybrałby ciotkę. Mimo całej jej upierdliwości z ciotką dawało się jeszcze jakoś wytrzymać, ale z dziadkiem już nie.
Dziadek pojawiał się nagle i gadał, gadał, aż Feliks poczuł mdłości, zawroty głowy, ból żołądka lub ból zębów.  Jakikolwiek ból. Tak jakby dziadkowi sprawiało przyjemność zadawanie bólu, zwłaszcza Feliksowi. Dziadek był chyba sadystą.
Na pewno był uparty i dopóki Feliks nie obiecał, że zmieni, naprawi to, czego od niego żądał dziadek, siedział w jego pokoju na łóżku Feliksa i dmuchał mu w twarz śmierdzącym dymem tytoniowym. Dymem, który sprawiał, że Feliks czuł się coraz gorzej.
Nie pomagało błaganie o litość i nawet klęczenie przed dziadkiem na kolanach. Do niego to i tak nie docierało. Prędzej czy później wykończony jego obecnością Feliks, mówił to co dziadek chciał usłyszeć i spełniał wszystkie jego zachcianki. Zwyczajnie nie miał innego wyjścia. Jeśli takie wyjście istniało, to Feliks go nie znał.
Spotkania z dziadkiem odbywały się zawsze w innym czasie i w innej przestrzeni.
Feliks nie wiedział oczywiście w jaki sposób budził się ze snu w tej innej rzeczywistości.
Czuł tylko dziwny opór powietrza, które wciskało mu się do nosa, ust, wreszcie do płuc. Feliks nie mógł oddychać.
Zupełnie jakby był w niewidzialnej butelce z bardzo małą ilością tlenu.
W takich warunkach zawsze na wszystko się zgadzał. Zawsze dziadkowi ustępował i robił to co dziadek chciał. Jednocześnie mimo swojego wyuczonego ateizmu, nagle przypominał sobie o Bogu i modlił się do niego żarliwie, żeby tylko dziadek wypuścił go z dziwnej przestrzeni. Jakby zawieszonej w czasie lub zamkniętej w butelce czasu.
Tej nocy dziadek przyszedł znowu.
Pojawił się zaraz jak tylko zmęczony podróżą Feliks rzucił się na hotelowe łóżko w niemieckim mieście, z którego miał jutro wyruszyć w dalszą drogę.
Pojawił się i usiadł na brzegu łóżka. Tak jak to zazwyczaj robił w obecności Feliksa. Zawsze na łóżku i zawsze blisko niego. Robił tak jakby dla zwiększenia efektu swojej obecności i swojej męczącej gadki.
Feliks jak zwykle instynktownie się odsunął. Doskonale wiedział, że to nic nie da.
Pamiętał, co było na początku w czasie pierwszego spotkania z dziadkiem.
Uciekł wtedy do pokoju brata. Myślał, że go obudzi, a on mu pomoże.
Nic z tego. Dziadek pojawił się zaraz, a brat spał jak kamień.
Chciał czy nie chciał Feliks musiał porozmawiać z dziadkiem.
Musiał go wysłuchać i posłuchać.
Zrobić dokładnie to, czego dziadek sobie życzył, nawet jeśli mu się to nie podobało.
Dzisiaj było dokładnie tak samo z jedną małą różnicą. Dziadek nie bawił się już w podchody, w owijanie słów bawełną, tylko od razu wypalił prosto z mostu.
-Zabij ją.
- Ale przecież ciotka Dynia już nie żyje.
Oczywiście w pierwszej kolejności Feliks pomyślał o Dyni. Nie wiedział jednak jak zabija się upierdliwego nieboszczyka. Czy tak jak wampiry kołkiem wbitym w serce i poświęconą
wodą z kościoła?
-Idiota.
Dziadek Franek, nie wiadomo dlaczego każący mówić o sobie dziadek, chociaż Feliksa dziadkiem nigdy nie był i tak naprawdę nie wiadomo skąd się wziął, nastroszył gniewnie swoje długie ciemno-siwe wąsy bardziej pasujące swoim wyglądem do XVIII wieku niż do obecnych czasów. Jego równie długa ciemno siwa czupryna na głowie też się wzburzyła jak sierść u rozgniewanego psa.
Swoją drogą, gdyby dziadek Franek był psem, to z pewnością białym wilkiem albo czarnym owczarkiem niemieckim.  
Do tego doszło jeszcze groźne spojrzenie i Feliks zrozumiał, że to nie pora na żarty.
Wiedział już, że w każdej chwili dziadek może z nim zrobić, co zechce, a to co zrobi nie będzie miłe, ani przyjemne.
Kiedyś na przykład, prawie na samym początku ich spotkań Feliks niewinnie sobie z dziadka ubrania zażartował, że niby ta dziadka biała, długa koszula z dużym kołnierzem i  czarne spodnie getry pasują na dziadka jak dywan na krowę i już za chwilę miał za swoje. Dziadek powiesił go na kawałku koszuli, którą Feliks miał na sobie. Powiesił go na samej górze pod sufitem, na żyrandolu.
Potem długo się z niego śmiał.
Od tej pory Feliks nigdy się dziadkowi nie narażał.
Dlatego teraz natychmiast przeprosił dziadka i grzecznie zapytał o kogo chodzi.
- O tą dziewczynę, co do niej jedziesz. Ją masz zabić.
- Dlaczego?
- Bo ja tak mówię.
Z dziadkiem dyskusji nigdy nie było. Feliks też się już o tym przekonał.
Każda zbyt długa wymiana słów z mającym słuchać go bez gadania Feliksem, bardzo denerwowała dziadka. Gotów był wtedy wymyślić coś lepszego niż wieszanie na żyrandolu. Zamykał Feliksa w szafie albo wyrzucał przez okno, gdzie Feliks niesiony tylko siłą powietrza krążył wysoko wokół własnego domu. Zdarzało się też, że dziadek włączał telewizor, (nawet jeśli Feliks nie miał w pokoju telewizora, on i tak jakiś znalazł nie wiadomo skąd).
W telewizorze leciały zawsze ciekawe fragmenty z życia dziewczyny, w której Feliks się kochał i co z tego, że potajemnie. Dziewczyna zawsze była na ekranie z jakimś innym facetem i ze wszystkimi szczegółami Feliks musiał oglądać jej seks z tym innym.
Gdy tylko zamykał oczy dziadek raził go prądem ze swojej niby zwyczajnej popielniczki, a potem oglądał wszystko od początku, tyle razy, dopóki nie zgodził się z dziadkiem na jego propozycję. Zawsze propozycję nie do odrzucenia i nie do dyskusji.
Dlatego na wszelki wypadek zaraz przytaknął dziadkowi i bardzo grzecznie zapytał.
- Jak mam ją zabić i gdzie?
- Wszystko jedno, byle była zabita.
- A co powiedzieć ciotce?
- Mów sobie co chcesz. Jak ją zabijesz w nagrodę dostaniesz coś ode mnie
i nie pytaj co, bo to ma być niespodzianka.
Dziadek podniósł się z miejsca. Zapiął swój czarny długi płaszcz, chociaż na zewnątrz było nadal ciepło, on chyba nie miał zamiaru pokazywać się bez płaszcza. Może raczej nie miał zamiaru pokazywać swojej kwiecistej koszuli bardziej pasującej swoim wyglądem do geja niż do dziadka.
Zresztą w tej chwili to było nieistotne tak jak lakierki też czarne, które zawiązał.
Najważniejsze, że wstał z łóżka i wyszedł z pokoju. Za chwilę wrócił, ale tylko po to, żeby przypomnieć Feliksowi, że jak nie zrobi tego, o co go prosił, on z niego zrobi budyń albo coś innego.
- Poza tym- dodał -pamiętaj o naszych warunkach.
Warunki oznaczały obietnicę, jaką dziadkowi złożył na ich pierwszym spotkaniu.
Przyrzekł wtedy, że nikomu nigdy nic nie powie i będzie bez gadania spełniał wszystkie polecenia dziadka.
Tym razem jednak przerażony Feliks nie miał zamiaru słuchać dziadka. Miał już dość gróźb z jego strony i gdy tylko dziadek zniknął wreszcie za drzwiami i nic nie wskazywało na to, że pojawi się zaraz ponownie, zadzwonił do wróżki, która dała mu rytuały i przed wyjazdem pouczyła, co ma robić.
Nie zwrócił nawet uwagi na to, że jest środek nocy i dziewczyna pewnie dawno już spała.
Jednak o dziwo nie spała.
- Wiedziałam, że zadzwonisz i czekałam.
To wyznanie pewnie, by go zaskoczyło, gdyby miał do czynienia ze zwykłą dziewczyną, ale ona przecież nie była zwykła. Przekonał się o tym, gdy poszedł do jej gabinetu.
Wtedy właśnie okazało się, że jego wróżka zna doskonale wszystkie szczegóły z jego życia.
Był pewny, że ktoś taki poradzi sobie z dziadkiem.
- Dotychczas nikomu o tym nie mówiłem. Istnieje w moim życiu ktoś taki... W zasadzie nie wiem kto i chciałbym, żebyś mi powiedziała, co mam zrobić. On mi kazał kogoś zabić, a ja nie mogę tego zrobić.Nie potrafię i nie chcę zabijać i nie chce, żeby on do mnie przychodził, żeby mną rządził i ciągle mi wymyślał nowe zadania. Zadania nie do wykonania, bo jak można tak po prostu kogoś zabić.
- Podaj mi jego imię, nazwisko, zdjęcie. Bez tego nie da rady.
Zosia, bo tak miała na imię wróżka żałowała, że odebrała telefon, że powiedziała na początku to, co powiedziała. Oczywiście na żaden telefon od Feliksa nie czekała.
Po prostu miała problemy ze spaniem i o tej porze zwykle czytała w łóżku książkę. Telefon miała obok na wszelki wypadek, gdyby zadzwonił jeden z jej kochanków. Miała ich trzech i żaden jak do tej pory nic o innych nie wiedział. Między innymi z powodu jej zwyczajowej powitalnej uniwersalnej odzywki.
Wiedziałam, że zadzwonisz i czekałam.
Tym razem odzywka nie trafiła do uszu żadnego z kochanków, tylko do kretyna z biblioteki, w której od czasu do czasu pożyczała książki i który kiedyś pożyczył jej tę której od dawna szukała. Wtedy musiała mu się jakoś odwdzięczyć i dlatego zaprosiła go na bezpłatną wróżbę do swojego gabinetu.
Wcześniej dowiedziała się o nim wszystkiego od jednego ze swoich kochanków, który był detektywem i dzięki któremu jej interes zawsze dobrze prosperował. On dostarczał potrzebnych jej informacji, a w zamian za to dostawał, to co lubił, a czego nie chciała robić jego żona, bo ona akurat tego nie lubiła.
Dzięki temu wizyta bibliotekarza przebiegła bez zakłóceń, bez żadnych problemów.
Ona powiedziała mu to, co chciał wiedzieć i trochę o nim samym i dodała do tego swoje rytuały tzn. wymyślone dla niej przez drugiego kochanka, który był jasnowidzem całkiem oszalałym na punkcie jej ciała.
Teraz, gdy bibliotekarz zadzwonił i poprosił ją o pomoc w niezwykłej i niezbyt dla niej zrozumiałej sprawie, Zosia przypomniała sobie również o radzie kochanka jasnowidza.
,,Jeśli nie wiesz co zrobić, poproś o imię, nazwisko i zdjęcie. Resztę zostaw mnie. Ja to rozgryzę, oczywiście, gdy klient jeszcze będzie. Większość z nich nie lubi podawania danych osobistych,,.
Po drugie stronie Feliks nie wiedział, co ma powiedzieć.
- Widzisz to nie jest osoba rzeczywista. Mówi o sobie dziadek Franek. Nie wiem jak ma naprawdę na imię i jak się nazywa. Nie mam zdjęcia. On przychodzi do mnie między snem i jawą.
- A teraz gdzie jesteś? We śnie czy na jawie i ile i co wypiłeś?
Zdenerwowana Zosia rzuciła słuchawką. Nie chciała słuchać bajdurzeń pijanego zapewne bibliotekarza i natychmiast wyłączyła telefon, żeby on czasem znów do niej nie zadzwonił.
Jutro się jakoś wytłumaczy kochankom, którzy nie będą mogli się do niej dodzwonić.
Feliks został sam. Zanim jednak w pełni zdał sobie z tego sprawę, a także z tego,
że przed chwilą złamał daną dziadkowi obietnicę, telefon zadzwonił ponownie.
Feliks myślał, że to jego wróżka zmieniła zdanie i chce mu pomóc, ale to niestety nie była ona.
- Niedługo się przekonasz jak bardzo jestem nierzeczywisty.
Śmiech dziadka długo jeszcze brzmiał w uszach Feliksa.

 P.S. Nie myślicie chyba, że to wzięta z życia Feliksa opowieść. Jak już powiedziałam wcześniej niewiele wiem o Feliksie, nawet jeśli moje autorskie uszy i oczy sięgają daleko, to jednak nie aż tak daleko. Wszystko zostało przeze mnie zmyślone od początku do końca.   


 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz