piątek, 22 sierpnia 2014

O tachionach czyli jak często dajemy się nabić w butelkę.

Znów ostatnio na ciekawy film trafiłam.
Jednak, czy na pewno był taki ciekawy?
Tak, przynajmniej na początku i na pewno dla kogoś takiego jak ja,
kto nic dotąd o tachionach nie słyszał, bo gdzie i od kogo miał słyszeć.
Od pani z kiosku za rogiem?
Od sąsiada czy może od okolicznych podrywaczy?
A może od mojego wspaniałego bohatera Feliksa, który wciąż bezskutecznie
próbuje ukryć się przede mną, czego dowodem jego nowe piękne zdjęcie?
Może powiedziała mi o tym jego przyjaciółka wróżka, niesamowicie cudowna kobieta
jak widać to po jej ostatnich zdjęciach?
Niestety nikt nie powiedział. Nikt mnie o niczym nie informuje, chyba, że jacyś kochankowie w astralu. Oczywiście jeśli są takowi i akurat
nic innego nie robią tylko na mnie w astralu czekają.
W każdym razie był sobie i wciąż jest pewien film w internecie.


Oczywiście możecie go obejrzeć i ocenić, nie patrząc na to, co napisałam w tytule,
bo może jednak się mylę i to co nam ten pan pokazuje i mówi, to nie bajka,
ale prawdziwa, najprawdziwsza prawda.
Pamiętajcie nigdy nikomu nie wierzcie na słowo, tylko sami wszystko sprawdzajcie.
Jak mąż Wam krzyknie lub żona, nie jedz tego kochanie, nie pij, to trucizna, zawsze sami sprawdźcie czy miał, czy miała rację, co najwyżej Wasze życie będzie trochę krótsze.
Lepsze jednak krótkie życie bardzo dobrej jakości czyli bez niby przyjaciół, Feliksów, wróżek itp. przeszkadzaczy i upierdliwych ludzi niż długie życie razem
z nimi wszystkimi wokół.
Przejdźmy jednak do tematu.
Co to jest tachion?
Do czego służy?
Co można z niego zrobić i po co?
To są moje dzisiejsze pytania. Pytania, na które postaram się dać jakąś odpowiedź.
Dobrą, złą, gorszą. Zobaczymy.
Zacznijmy od pytania pierwszego.
Co to w ogóle jest ?
Mnie tachion na samym początku kojarzył się ze zwariowanym bohaterem
Lema Ijonem Tichym.
Nie będę tu o nim wiele mówić tylko tyle, że podróżował w kosmosie
i m.in w tej książce go znajdziecie.
Może tachion, który dla mnie tak podobnie brzmi jak Tichy, też miałby
przygody w kosmosie, gdyby był człowiekiem.
On tymczasem jest, zdaniem pana z wykładu, polem kwantowym z urojoną masą. Jednocześnie jest czymś, co jest niczym. Nie ma formy. Jego prędkość jest większa od światła i z powodu tej prędkości nie można go zobaczyć, choć niezupełnie, bo przecież jest taki punkt, w którym widać jak tachion przeleciał. Jest cząstką świadomości, która tworzy równowagę we wszechświecie i jest wszędzie.
Zwróćcie uwagę na te ostatnie słowa. Jest wszędzie. Niestety, jak się w trakcie wykładu okazuje, nie jest dla nas dostępny. Chociaż jest wszędzie, nie możemy
tak po prostu z niego korzystać.
Dlaczego?
Tutaj odpowiedź jest prosta. Nie mamy odpowiedniej anteny, która ściągnęłaby na nas tachiony. Nie jeden, ale całą masę tachionów.
Pojawia się następne pytanie, gdzie zdobyć taką antenę i po co ją zdobywać?
Już odpowiadam. Anteny, nie jedna lecz dwie dokładnie przedstawione w formie dysku
i oleju do masażu ciała, można kupić u pana wykładowcy. Oczywiście o tym nasz pan nie mówi tak wprost otwarcie tzn. w stylu typowych reklam. U mnie tylko to kupicie. Jedynie po rozwoju akcji można się domyślić, że u niego. Pan na samym końcu rzuca takie słowa. Jutro będzie stoisko.
Jasne jest, przynajmniej dla mnie po co, dlaczego to stoisko będzie.
Do momentu tych słów, a raczej już wcześniej, robię się zniesmaczona. Myślę sobie, co to jest, czekam na więcej informacji o tachionach, a tymczasem dowiaduję się, że będzie jakieś stoisko.
Mnie, po drugiej stronie ekranu, ta informacja niepotrzebna, ani pokaz wspaniale działającej ,,maszynki,, do oglądania aury, ani ten facet rozbierający się w szybkim tempie, żeby dziewczyna czekająca obok mogła go tachionowym olejem posmarować.
Owszem, facetów nagich to ja może lubię, ale niekoniecznie wtedy, kiedy czekam na dalsze informacje dotyczące tachionu i jakiegoś, nieznanego mi bliżej Instytutu Wagnera.
Niestety ciekawy wykład przeradza się w szopkę z oglądaniem aury. Na początku u faceta przed i po posmarowaniu olejem. Potem u innych już bez oleju.
Ci wszyscy inni tłoczą się w długiej kolejce, żeby tylko kolory swojej aury zobaczyć. Nikt komu się to udało nie odchodzi niezadowolony. Wręcz przeciwnie. Okazuje się, bowiem,
że wszyscy mają albo piękne kolory albo inne nadzwyczajne ciekawostki w swojej aurze.
Tutaj wreszcie spotykamy tych na wyższym poziomie rozwoju duchowego, tych już prawie przebudzonych.
Autor wykładu wyjaśnia, że to normalne, bo wszyscy są przecież w grupie wybranych. Tych, którzy zapłacili i teraz siedzą i wzmacniają swoją energię, a przy okazji poczucie własnej wartości.
Tylko mnie wydaje się trochę dziwne, że wszyscy zebrani w kolejce do odczytania swojej aury, są tacy wyjątkowi i zawsze mają w aurze zieleń i miły kolor niebieski. W dodatku temu facetowi z olejem na plecach i klatce piersiowej, pokazuje się kolor indygo.
W ten sposób dochodzimy do pytania po co?
Po co powinniśmy korzystać z energii tachionów?
Po co ze swojego ciała robić antenę przyciągającą tachiony?
Po to Kochani, żeby być zdrowym i doskonałym. Tę właśnie natychmiastową zmianę
na lepsze daje energia tachionów.
Dlatego opłaca się stać w kolejce i robić słodki minki do wykładowcy.
Och, żeby tylko mnie zauważył, żeby pokazał mi jaką mam cudowną aurę
i dał mi trochę tego niezwykłego wspaniałego oleju.
Patrzę na to wszystko i się zastanawiam. Czy, gdybym była na miejscu, uległabym wszechobecnej atmosferze głupoty wywołanej dziecinnym pragnieniem, żeby od tak za dotknięciem różdżki zmienić się w supermana? Myślę, że jest to możliwe. Często przecież różne głupoty zawracają mi w głowie.
Kupuję wtedy rzeczy niepotrzebne i całkowicie zagracam mieszkanie jakbym chciała dojść do tego punktu, do którego doszła kiedyś pewna pani. Przyniosła do domu tyle rzeczy, że nie miała już miejsca w swoim pokoju i w całym mieszkaniu dla siebie, ale to już całkiem inna historia.
Po obejrzeniu filmu sięgnęłam do innych źródeł wiedzy o tachionach.
Oto co znalazłam.
Jak widać pan wykładowca korzystał z tych informacji.
Nie pamiętam tylko, czy podał, że nie ma dowodu na istnienie tachionu.
Następne informacje znajdziecie tutaj. Słowa nie wiadomo,
czy są tachiony znów się powtarzają.
Dawid Wagner na pewno istnieje i to on jest twórcą tachionizacji.
O Instytucie Wagnera nie znalazłam nic.
W każdym razie jest pewne, że pan wykładowca reklamuje
jego ,,łapacze,, energii tachionów.
Nadal jednak nie wiem jak to naprawdę działa.
Mimo wszystko czuję się nabita w butelkę.
Coś ktoś niby odkrył, ale co i jak i kiedy i w jaki sposób?
Czy ktoś może mi to powiedzieć?  

     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz