czwartek, 23 czerwca 2016

Florentyna i inni.

Moją ostatnią postacią literacką jest Florentyna.
O niej są dwa nowe opowiadania.
Ci z Was, którzy są moimi znajomymi na  Facebooku 
już je znają.

Kim jest Florentyna?
Jest starszą panią. Ma 70 lat. Jednak jej umysł i wygląd jest znacznie młodszy, o jakieś 30 lat.
Dlaczego? Nikt nie wie. Nawet sama Florentyna. W dzieciństwie ją to bardzo denerwowało,
bo np. nie chcieli jej wpuścić w kinie na film od 16 lat. Teraz bardzo się cieszy i korzysta z życia jak może i potrafi.

Oto wybrane fragmenty z jej życia.
Miłego czytania.


 Dywan

 

Eugenia, sąsiadka i koleżanka Florentyny postanowiła kupić sobie nowy dywan. 
Kolor miał być bardziej dopasowany do brązowych mebli w salonie, jak zwykle Eugenia nazywała duży pokój w swoim mieszkaniu w bloku.
Mały pokój określała mianem sypialni, kuchnię jadalnią i tylko łazienka była łazienką.
W każdym razie Eugenia bardzo chciała zmienić dywan w salonie.

Od przyjaciółki Stanisławy dowiedziała się, że odpowiednie dywany są w pobliskim markecie.
Tak więc pewnego dnia poprosiła Stanisławę i Florentynę, by poszły z nią po dywan.

Florentyna zgodziła się, bo akurat w tym czasie praktykowała sewę czyli pomaganie innym. Stanisława nie miała wyboru. Była przecież przyjaciółką Eugenii i jeśli nadal chciała nią być, musiała jej towarzyszyć wszędzie, gdzie ta chciała, by jej towarzyszyła.

W markecie dywan koloru brązowego leżał między dwoma innymi białym i zielonym.
Florentyna od razu zwróciła uwagę na zielony. Ten kolor pasowałby do jej pokoju, gdyby w ogóle chciała kiedyś mieć dywan zamiast gołych klepek podłogowych.

Gdy Eugenia zapytała ją, co myśli o dywanie, Florentyna, patrząc na zielony,
stwierdziła, bardzo ładny.
Stanisławy Eugenia nie pytała, ponieważ ta od początku była zachwycona dywanem, jego kształtem, barwą i materiałem, z którego został zrobiony.
Eugenii wystarczyło jedno spojrzenie na Florentynę i jedno na Stanisławę.
Błysk oczu jednej i drugiej nadawał blasku i skłaniał do kupna dywanu.
To właśnie zrobiła.

Gdy już wyszły z marketu pojęczała chwilę nad ciężarem zakupu. 
Miało to oczywiście na celu skłonienie koleżanek do dźwigania dywanu, co jej się udało.
Koleżanki bez słowa protestu zataszczyły zakup do domu Eugenii.
Tam go razem rozłożyły na wcześniej odpowiednio przygotowanej przez Eugenię podłodze.
Barwy dywanu w całej krasie ukazały się ich oczom.

Najpierw skrzywiła się Florentyna. Potem Stanisława. Na końcu Eugenia.
Florentyna dlatego, że nie było już obok zielonego dywanu, a brązowego koloru po prostu nie lubiła.Stanisława z powodu bólu kręgosłupa od dźwigania ciężaru. Eugenia natomiast na widok min koleżanek.
Była pewna, że dywan jest paskudny.
-Nie pasuje- Powiedziała.
- Dlaczego- Spytały koleżanki przerażone wizją odnoszenia dywanu do sklepu.
- Za ciemny. Zresztą, poczekajcie zapytam sąsiadki Leokadii.

Leokadia niestety nie miała humoru. Dzisiaj musiała robić obiad dla swojej siostry, matki i siostrzenicy. Nie lubiła robić obiadu i stąd był jej humor.
- Ale paskudny- Burknęła od wejścia nawet nie przyglądając się dokładnie dywanowi.
Florentyna i Stanisława westchnęły czując, co je teraz czeka.

Na szczęście Eugenia postanowiła na razie umieścić dywan w piwnicy. 
Tam lądowały wszystkie jej rzeczy, z którymi nie bardzo wiedziała, co zrobić: wyrzucić, sprzedać, dać komuś czy może coś innego z nich stworzyć jak np. z różowych majtek szmatkę do wycierania kurzu.
Dywan do piwnicy zniosły oczywiście jej dobre koleżanki: Stanisława i Florentyna.


.



 

Rozmowy



W bloku, w którym mieszkała Florentyna, większość starszych pań myślała
i rozmawiała z innymi paniami czasem panami o śmierci.

Ważne było jaka będzie? 
Czy długa i bolesna, krótka i też bolesna, czy może przyjemna niezależnie od długości.
Kiedy będzie? Wiosną, latem, jesienią czy zimą. 
Będzie wtedy padał deszcz czy śnieg, a może będzie świeciło słońce.
I jak będzie ubrany zmarły, zmarła pod warunkiem, że nie zostaną spaleni 
zamiast pochowani w trumnie? 
Pewnego dnia Eugenia, Stanisława i Florentyna wymieniły się poglądami na ten jakże ważny temat.

- Nie mogłam dziś spać.- Zaczęła Eugenia. - W końcu wstałam i zaczęłam szykować 
swój strój do trumny.
- A ja- Pochwaliła się Stanisława- Liczyłam tych, którzy już odeszli z naszej klatki 
na wieczny odpoczynek.
- I co usnęłaś? Pomogło Ci to liczenie?- Zapytała Florentyna.
- Nie, potem musiałam policzyć choroby naszych sąsiadów i zastanowić się 
kto pierwszy odejdzie i czy z powodu swojej choroby, czy np. wypadku.
Jak w końcu nad ranem zasnęłam przyśnił mi się mój zmarły mąż.

- Co mówił?- Zaciekawiła się tym razem Eugenia.
- Żebym spała zamiast liczyć zmarłych.
- Tak, można się było tego spodziewać- westchnęła Florentyna- Twój mąż nigdy nie miał nic ciekawego do powiedzenia.
Stanisława się skrzywiła. Miała ochotę powiedzieć, że z Florentyną nie miał o czym gadać, 
bo ta z mężczyznami mówiła tylko o jednym, wiadomo o czym. 
Nie chciała jednak kłócić się teraz z Florentyną.
Ciekawsza była dalsza rozmowa o śmierci z koleżankami.

Niestety w tym momencie na horyzoncie pojawił się nowy, młody ksiądz 
z parafii ubrany po cywilnemu.

Szedł z siatką pełną zakupów.

Wszystkie panie zaniemówiły z wrażenia i z powodu stroju, w którym ksiądz wyglądał bardzo pociągająco i z powodu siatki. Do tej pory nigdy nie widziały księdza z zakupami.
Dlatego nowy wydał im się dziwny i bardzo ciekawy.
Na pewno ciekawszy od rozmów o śmierci.
Czym jeszcze je zaskoczy? 
Nowoczesnym kazaniem czy młodym towarzyszem u swego boku albo towarzyszką?

W każdym razie rozmowa jak nagle się zaczęła tak nagle skończyła.

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz