wtorek, 29 listopada 2016

Nowy mężczyzna.

Drugą moją ulubioną bohaterką jest Radomiła. 
Pewnie z powodu swojego niezwykłego imienia, ale nie tylko.
Nie, nie będę wymieniać wszystkich przyczyn, dlaczego ją właśnie lubię 
zaraz po Florentynie. Tyle tylko, że Radomiła ma wyobraźnię i gdyby nie jej pewna słabość do seksu, wiele mogłaby zrobić pięknych rzeczy. 
Obrazy, książki, figurki z drewna.
Ale dość wstępu. Jeśli jesteście ciekawi nowego mężczyzny Radomiły, zapraszam Was do lektury tego opowiadania.

Zdjęcie ze strony.
 Ciężko się Radomile żyło po tym jak z jej życia zniknął Kazimierz. Czy zniknął na dobre? Czy jeszcze się pojawi? Te pytania często ją prześladowały. Zagłuszała je jak mogła obecnością Filipa, którego poznała w szpitalu i odtąd utrzymywała 
z nim kontakt. 

Po zniknięciu Kazimierza Filip zaproponował jej wyjazd do sanatorium. Znał lekarza, który mógłby właśnie teraz załatwić jej wyjazd nad morze. Czy ona, Radomiła chciałaby pojechać do sanatorium w listopadzie i w dodatku sama bez niego, Filipa?

Chciała, mogła i pojechała. Czuła, że to może być jakiś sposób na powracające wciąż pytania o Kazimierza.

Na miejscu rzuciła się w wir zabiegów, spacerów i rozmów ze współlokatorką Henryką. Sympatyczną kobietą. Nieważne, że 10 lat starszą. Lubiła ją, bo dzięki niej zapominała o Kazimierzu.

Potem pojawił się on, Teodor.

Zobaczyła go pewnego dnia na plaży jak biegał przy brzegu. Od czasu do czasu fale dosięgały jego nóg, lecz on jakby tego nie zauważał skupiony na bieganiu. 
W jego wykonaniu bieg wyglądał jak magia, prosta w użyciu i łatwa do odkrycia.

Radomiła podziwiała jego włosy ciemno-srebrne sięgające za ramiona, a także szczupłą sylwetkę dobrze widoczną dzięki dopasowanym do ciała spodniom 
i bluzie. Wszystko to w kolorze niebieskim, jakby właśnie ten kolor najbardziej lubił. Jedynie czapka cienka szara. Nijaka, całkiem do niego niepasująca, bo on zdaniem Radomiły na pewno nie był nijaki.

Dziwiło ją, że biega pomimo deszczu. Niezbyt wielkiego, ale jednak Radomiła miała pewne opory przed wyjściem na zewnątrz. Na szczęście Henryka ją przekonała, że warto, żeby nie patrzyła na nią Henrykę, która w takie dni zwykle nie wychodziła, bo się źle czuła. Coś ją łupało w kościach i w głowie. Ból nie do zniesienia.

Dlatego ona została. Wyszła tylko Radomiła. W końcu po jej namowach. Teraz patrząc na nieznajomego, nie żałowała swojej decyzji ani trochę.

W pewnym momencie mężczyzna się odwrócił i zaczął biec w jej stronę. Już niedługo Radomiła zobaczy go z bliska. Czy będzie rozczarowana? Nie, nie była. Raczej zdziwiona jego prawie pozbawioną zmarszczek twarzą. Może to rezultat jakiejś operacji plastycznej, a może to ona źle oceniła jego wiek z powodu  srebrnych włosów.

- Przepraszam, która godzina.
Tak się zamyśliła, że nawet nie zauważyła kiedy był już obok.
- Nie mam komórki - powiedziała, gdy już dobrze wymacała rękami swoje kieszenie.
- Zegarka też nie mam - dodała.
- Nieważne. Tak tylko zagadałem.
- Spaceruje pani, a możemy razem?
- Razem?
Dziwiła się i dziwiła. Czyżby wzbudziła zainteresowanie tego czarującego mężczyzny?

- Tak - potwierdził - pani, ja i pani parasol.
- Czemu nie - zgodziła się Radomiła. 
- A deszcz panu nie przeszkadza?
- Jak pani widzi ani trochę.
- Tak, zauważyłam, że biega pan mimo deszczu. Godne podziwu.
- Dlaczego?
- Inni nie biegają.

Radomiła pokazała mu ręką pustą plażę i zaraz się tego gestu zawstydziła. 
Czy ona zawsze musi tyle gestykulować?

- Niech się pani nie obrazi. Jest pani piękna.
- Dlaczego miałabym się obrazić?
- Mogłaby pani pomyśleć, że jestem podrywaczem.
- A jest pan?
- Nie, nie jestem, chociaż jakbym był też bym tak powiedział.
Puścił do niej oko. Ostatnich słów miała nie traktować poważnie.

Z bliska wydawał się jeszcze bardziej atrakcyjny. Radomiła złapała się na myśli, że z nim mogłaby zapomnieć o Kazimierzu. Myśl bardzo niepokojąca.

- Mogę panu zadać intymne pytanie? - powiedziała.
- Niech pani pyta - pozwolił.
- Czy jest pan żonaty?
Radomiła zadała pytanie z lękiem. Z doświadczenia wiedziała, że przystojni mężczyźni nie bywają samotni. Zastanawiała się, czy mogłaby znieść jeszcze jednego żonatego faceta.

- Nie. Jestem rozwiedziony.
Na szczęście, chociaż nie do końca. Nigdy przecież nie wiadomo, czy on mówi prawdę. Może tylko pozuje przy niej na wolnego, bo wie, że kobiety nie lubią zadawać się z żonatymi.

- Naprawdę - powiedział jakby zobaczył w jej oczach wątpliwości - rozszedłem się z żoną jakieś 9 lat temu. Mam córkę i syna.
- Ja nie mam jeszcze ani męża ani dzieci.
Coś za coś. Trochę wiedzy za trochę wiedzy. Pomyślała.

- Cieszę się. Może dzięki temu da się pani namówić do zwiedzenia mojego skromnego domu. Mam na imię Teodor i na pewno nie jestem psychopatą.

Dlaczego się zgodziła? Przecież wszystko działo się zbyt szybko i jednak nie powinna mieć zaufania do obcego. Ale...
Ta niewidzialna aura wokół niego. Aura niezwykłości i piękna, któremu nie można się oprzeć.

- Chętnie zobaczę pana dom.
- I nie boi się pani?
- Czego?
- Mnie oczywiście.
- A mam się bać?
- Odważna z pani kobieta. Takie lubię najbardziej. Jak pani ma na imię?
- Radomiła. Znajomi mówią do mnie Raduszka, Radusia albo zwyczajnie Miłka.
- Piękne słowiańskie imię. Mogę mówić do pani Radusia?
Pani może do mnie mówić Teo.

Pierwsze lody zostały przełamane.
Następne zaczęły znikać w jego domu.

Stał niedaleko plaży. Dziwne, że dotychczas na niego nie zwróciła uwagi. Tyle czasu przechodziła tamtędy. Może dlatego, że patrzyła w inną stronę. Może zawsze była zbyt zajęta rozmową z Henryką, która potrafiła snuć piękne gawędy o sobie, swoim życiu, prawie o wszystkim. Tak więc głowę miała odwróconą w jej stronę i domu nie zobaczyła.

Wyglądał jak przycupnięta chatka Baby Jagi, a raczej jak jej wyobrażenie chatki czarownicy. Czerwony dach i pomarańczowe ściany. Ciepły, aż się chciało wejść do środka. Może dlatego Jaś z Małgosią weszli, ale ona nie jest przecież Jasiem ani Małgosią.

Nic jej nie grozi. Czy na pewno?

Wnętrze też było zachęcające. Dwa małe pokoje przyciągały swoją przytulnością. Pachniało ziołami. Jakimi? Trudno powiedzieć. Nie znała się na ziołach. 
Po prostu czuło się w powietrzu coś miłego, coś, co może cię tu spotkać. Atmosferę nadchodzącej miłości? Może. A może tylko ziołowe zagłuszacze instynktu, który kazałby tobie uciekać stąd jak najszybciej?

Teo zostawił ją w pokoju na fotelu, a sam jak powiedział, poszedł się umyć i przebrać.

Zanim odszedł włączył jej muzykę. Poznała głos Stinga. Jeszcze jeden plus do nastroju wnętrza. Lubiła Stinga.

Jego utwory jeden za drugim płynęły w powietrzu. Na przemian szybkie i wolne. Zamknęła oczy. 

Nagle jej wargi musnęło coś ciepłego, delikatnego i miękkiego jednocześnie. Przez chwilę myślała, że to kot lub sen, w który niepostrzeżenie wpadła. Jednak rzeczywistość okazała się jeszcze lepsza. To Teo ją całował.

Mogła go odepchnąć. Powiedzieć sobie i jemu: za szybko. Co później o mnie pomyślisz? Nie zrobiła tego. Czy to ważne, co o niej pomyśli? Ważna jest ta chwila nic więcej.

Ona siedzi na fotelu. On klęczy przed nią jakby za chwilę chciał się oświadczyć. Całuje ją coraz bardziej gwałtownie. Coraz bardziej łapczywie. Jego ręce błądzą po jej piersiach.Potem schodzą w dół. 

Wchodzą do majtek. Palce pieszczą jej najbardziej wrażliwe miejsce. Wreszcie wdzierają się do środka, do mokrej i ciepłej waginy.

Czas przyspiesza.

Ona jęczy. Wygina się do tyłu z powodu napływającej falami przyjemności. 
W końcu Teo przenosi ją na tapczan. Zrzuca z niej wszystko, a ona wszystko zrzuca z niego. Wchodzi na nią i w nią.

Sting już nie śpiewa. Płyta się skończyła. W ciszy słychać tylko ich przyspieszone oddechy.

I nagle on kończy. Radomiła krzyczy. Chciałby mu powiedzieć: jeszcze nie, 
za wcześnie. 

Chwila jednak minęła i nic już nie da się zrobić.
Może jeszcze powtórzymy. Ma nadzieję Radomiła. Wtedy będzie dłużej. 
Nie tak krótko.

A może za bardzo przyzwyczaiła się do sposobu, w jaki kochał ją Kazimierz. Bardzo powoli i namiętnie.

- Jesteś słodka - mówi Teo.

Przez następne dni często jej to powtarza. Mówi również: kocham Cię i jesteś kobietą mojego życia. Poza tym słowa gdzieś giną.
Są tylko ich ciała i miłość między nimi. Niestety zawsze dla Radomiły za krótka jakby niedokończona, a ona po to zakończenie musi wciąż przychodzić.

Zabiegi przestały być ważne. Henryka i rozmowy z nią też. Czasem tylko próbuje ją zagadać. Pyta się, czy Radomiła kogoś poznała. W zasadzie nie musi pytać. Ona to widzi. Pogodziła się z utratą Radomiły. Jeśli poznała jakiegoś faceta, to dobrze już nie będzie taka smutna jak na początku, gdy się poznały.

Wtedy Henryka słyszała jak Radomiła płakała pogrążona we śnie. Czasem nawet krzyczała: Kaźmierzu nie odchodź.

Widocznie ten Kazimierz zrobił jej jakąś krzywdę. Omotał słowami jak to mężczyźni i zostawił.

Teraz Henryka dostrzega zmianę w swojej współlokatorce. Cieszy ją to i zostawia pytania na inny czas. Kiedy Radomiła będzie chciała, powie. Jeśli nie, nie jej, Henryki sprawa. 

Henryka zdecydowanie usunęła się w cień.

Radomiła nadal spotykała się z Teo. 

Powiedział jej, że zajmuje się sprzedażą antyków, również starych książek. Pokazał jej swój sklep i trochę zbiorów na strychu swojego domu. Obok starych zegarów, książek, papierów nieznanego pochodzenia, stały tam także jego obrazy. Abstrakcyjne. Rzucające się w oczy swoimi kolorami. Czerwone, niebieskie, turkusowe, pomarańczowe i zielone. Jednak trudno powiedzieć, co przedstawiają. Radomiła dowiedziała się, że sama musi sobie dopowiedzieć ich treść.

Dowiedziała się też, że dla Teo seks kończy się szybko. Może to z powodu wieku - 50 lat, a może dlatego, że bardziej lubi słuchać muzyki, gdy ona przytula się do niego albo opowiadać o jakimś swoim pomyśle na obraz lub nowo odkrytym przedmiocie. Czasem o upierdliwym kliencie czy ciekawym zamówieniu na coś, czego jeszcze nie ma, czego musi poszukać.

Widać po nim jakie to dla niego ważne. Ten sklep i obrazy, a także muzyka. Zdarza się, że sprzedaje stare płyty, których już nie ma w zwykłym obiegu. 
Tych, których nie dostaniesz w innym sklepie w okolicy.

Radomiła lubiła słuchać, gdy mówił. Gdyby nie ten krótki seks, byłby idealny, 
ale czy są idealni ludzie?

Gdy jednego dnia zapytał, czy mogłaby zostać jego żoną, Radomiła bez wahania odparła, że tak. Chciała mieć męża, którego mogłaby podziwiać i kochać, a Teo się nadawał. Odpowiadał tej chwili, jej obecnym pragnieniom. Z seksem 
na pewno da się coś zrobić. Naprawić. Kazimierz wiele w tej dziedzinie potrafił i co z tego. U jego boku wciąż wisiała żona jak obroża na szyi psa. Wyraźnie nie umiał od niej odejść. Nie umiał zerwać tej więzi. Co jej po kimś takim, co nie może z nią być z powodu swojej żony i braku chęci na rozwód.

Z Teo wszystko się tak pięknie układało. Nieważne, że po tym jak się kochali, dogadzała sobie w łazience. Dawało się to znieść. Poza tym Radomiła nie chciała przez całe swoje życie być nimfomanką.

Ostatnie dni nad morzem mijały Radomile szybko. Zbyt szybko.
Bała się powrotu do domu i utraty kontaktu z Teo, chociaż dał jej swój adres i telefon. Zapewnił kilka razy, że do niej przyjedzie, a potem ona przeprowadzi się do niego.

Dlaczego nie on do niej? Radomiła nie mieszkała sama tylko z rodziną: matką, ciotką i babką. W mieście nie istniało nic, co by ją zmuszało do pobytu w nim. Wszystko spokojnie mogła rzucić.

Dom Teo Radomile się podobał. Wystarczająco duża przestrzeń dla niego i dla niej i jeszcze sklep Teo. Nie mógł go tak po prostu zostawić. 

Ustalili więc, że Radomiła wróci do domu tylko na trochę. Teo przyjedzie po nią za kilka dni. Zadzwoni. Powie kiedy.

Czy mu uwierzyła? Starała się w każdym razie, bo od czasu zniknięcia Kazimierza jej zaufanie do słów mężczyzn znacznie osłabło.

W końcu nadszedł ten dzień. Dzień powrotu i rozstania. Nie tylko z Teo, ale również z przemiłą Henryką. Od niej też wzięła telefon.

Radomiła płakała. Nic nie pomagały wbijane w rękę paznokcie, którymi zwykle powstrzymywała łzy. One i tak leciały po policzkach. Zmoczyły najpierw twarz Henryki, a potem twarz Teo, który odprowadził ją na dworzec. Razem z nią czekał na pociąg. Stał na peronie do ostatniej chwili. Potem jego sylwetka powoli się zmniejszała. Zostawała w tyle jak wszystkie dobre chwile. 
Tak się przynajmniej Radomile wydawało.

Filip dzwonił kilka razy. Nie odebrała. Nie chciało jej się z nim rozmawiać. Wiedziała, że tego nie uniknie. Prędzej czy później będzie musiała mu powiedzieć. Lepiej, żeby to było później. Na razie nie czuła się na siłach. 
Gdy wróci do domu, położy się spać. Zapomni. Będzie się starała nie myśleć 
o obietnicach Teo. Spokojnie poczeka na niego te kilka dni.

Eugenia i Stanisława od razu zauważyły, że Radomiła wróciła.

- Jakaś taka przygaszona - stwierdziła Eugenia.
- Wyjazd się nie udał. Pogody nie było - odparła Stanisława.
- A ty skąd wiesz? - dopytywała Eugenia.
- No przecież padało.
- Ale u nas, a tam nie wiadomo. Chyba, że ona coś ci powiedziała?
- Mnie akurat? Mnie nikt nic nie mówi. Tylko tobie.

W głosie Stanisławy słychać było urazę. Jakby była zazdrosna o Eugenii umiejętności wyciągania ze wszystkich wszystkiego.
- Mnie też nie. Radomiła nigdy ze mną nie rozmawia - pożaliła się równie urażona Eugenia.

- Widziałam, że przed wyjazdem coś do ciebie gadała - Stanisławie też udawało się coś więcej zobaczyć, przynajmniej od czasu do czasu.
- Życzyłam jej miłego pobytu. Ona mi dziękowała - tłumaczyła się Eugenia.

Niech ci będzie. Pomyślała Stanisława, której nie chciało się w tym momencie kłócić z Eugenią. Wiedziała, że Radomiła powiedziała jej coś więcej. Stały razem zbyt długo jak na pożegnanie i pytanie o miejsce pobytu. Teraz pewnie też jej coś mówiła. Tylko z jakiegoś powodu Eugenia nie chciała jej tego powiedzieć. Obraziła się za ostatnie odwołane przez Stanisławę zaproszenie na herbatę.
Niby mówiła, że nic takiego, ale swoje myślała.

- Idę. Obiad muszę robić.
Stanisławie szkoda było czasu na dalszą rozmowę. Nie siedziały przecież ani 
u niej ani u Stanisławy tylko stały przed klatką. Żadna z nich nie spieszyła się 
z zaproszeniem tej drugiej do siebie.

Obie za bardzo wciągnęły przygotowania do świąt, chociaż pozostał do nich cały miesiąc. Jednak zarówno Eugenia jak i Stanisława nie umiały żyć w ponurej teraźniejszości listopada.



P. S. Czy Radomiła wyjdzie za Teo? Czy on po nią przyjedzie? To już inna historia. 








 




 









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz