wtorek, 13 lutego 2018

Zamęt.

Nic nie trwa wiecznie. Przynajmniej tutaj na Ziemi. Mija zima, potem wiosna, lato itd. itp. Między ludźmi rodzi się miłość, przyjaźń. Potem nienawiść lub obojętność albo zwykły zamęt. Nic więcej. Nic mniej.

Autor: Alfred Lenica.

Eugenia i Stanisława.

Spotykają się przed blokiem. Prawie zderzają się siatkami. Zarówno Eugenia jak i Stanisława krzywią się jakby zamiast koleżanki zobaczyły wroga albo zwyczajną cytrynę.

- Już po zakupach? - pyta Stanisława, choć zakupy Eugenii wcale jej nie interesują.
- Prawie - burczy Eugenia.
- Widziałam dziś Radomiłę z tym jej amantem - chwali się Stanisława.
- A, z Kazimierzem. Też ich widziałam.

Spalona wiadomość nie wróży nic dobrego.

- I co ty na to? - Stanisława udaje, że nie zauważa znudzonej miny Eugenii.
- Na nich nic, ale tobie coś powiem.

Palec Eugenii dotyka miejsca, w którym prawdopodobnie znajduje się serce koleżanki.

- Co? - dziwi się i trochę przeraża Stanisława.
- Rozalia mi dziś mówiła, że zdaniem Todzi lepiej się trzymasz niż ja i ani trochę nie wyglądasz jak stara baba. Oczywiście w przeciwieństwie do mnie.
- Chyba była pijana jak to mówiła - śmieje się Stanisława. Chciałaby obrócić gadanie Todzi w żart, bo czy można brać poważnie pijaczkę?
- Na pewno nie była - Eugenia robi jedną ze swoich ponurych min. - Wybacz, spieszę się.
- Ale przyjedziesz potem do mnie na sernik? 
- Raczej nie. Brzuch mnie boli.
- No, tak - wzdycha Stanisława.

Radomiła.

Kiedyś często patrzyła przez okno na stojące lub siedzące pod blokiem dwie plotkarki: Eugenię i Stanisławę. Litowała się nad ich ograniczonym umysłem. Teraz, gdy o nich myśli, zazdrości im prostego, bezproblemowego życia. Bo jakież one mogą mieć problemy? Co zrobić na obiad? Kogo obgadać? O czym ponarzekać? Śmieszne. Co one biedne, by zrobiły, gdyby musiały tak jak ona walczyć z facetem-zjawą albo wybierać między jednym facetem, a drugim.

Radomiła po raz kolejny westchnęła.

- Stało się coś? - zapytał Kazimierz, który siedział obok na fotelu i przeglądał Przekrój.
- Nic. 
- Naprawdę?
- Tak.
- Ale wzdychasz jakby coś się stało? 
- Koleżanki mnie zaprosiły na taki babski wieczór przed ślubem.
- Koleżanki? Nie koleżanka? - zdziwił się Kazimierz 
- Jedna zaprosiła, a potem jeszcze pozostałe molestowały.
- Molestowały, mówisz - Kazimierz przyciągnął ją do siebie. - A może teraz ja cię pomolestuję.

Gazeta poleciała na podłogę. Zaraz za nią ich ubrania. Seks na jakiś czas zajął głowę i zmysły Radomiły. Dopiero później znów pomyślała - Jutro przyjeżdża Teo.

Eugenia i Stanisława.

Eugenia oczywiście nie przyszła ani w tę, ani w następną niedzielę. W kościele udawała, że nie widzi Stanisławy. Wciąż czuła złość, choć wiedziała, że Todzi wierzyć nie można. Zresztą Rozalii też. Ile razy powtarzała bzdury wymyślone przez siebie lub Todzię pijaczkę. Właśnie pijaczkę. Niby się leczyła, ale kto ją tam wie. Jednak gniew na Stanisławę tak po prostu nie chciał minąć. Eugenia widziała jej szczupłą sylwetkę jakby ktoś ustawił przed nią trójwymiarowy obraz koleżanki. Widziała każdy szczegół urody i wzdychała, bo sama nosiła przed sobą dobrze wypasiony brzuch. Jej ręce nie przypominały ani trochę dłoni pięknej księżniczki. Z daleka każdy mógł zobaczyć ich wiek. Reszta niestety też niczym pięknym się nie wyróżniała. Nie, na pewno Eugenia nie była Stanisławą ani tym bardziej jeszcze ładniejszą Florentyną. Może gdyby ...

Niedokończona myśl nagle się zmaterializowała. Puste mieszkanie na górze wynajął nowy sąsiad. Starszy pan i w dodatku wdowiec. Nie wiadomo dlaczego pierwsze kroki skierował do Eugenii i się zaczęło.

Radomiła.

Spotkali się następnego dnia w hotelu: Radomiła i Teo, drugi po Kazimierzu mężczyzna jej życia. 

Zaraz, zaraz, można mieć dwóch? Radomiła przez całe życie myślała, że nie. Dopóki nie poznała Teo w sanatorium nad morzem. Może i nie umiał się tak kochać jak Kazimierz, ale i tak potrafił ją pocieszyć po stracie ukochanego. Umówili się, że po nią przyjedzie, że razem zamieszkają w jego domu. Radomiła czekała i się nie doczekała. Za to w międzyczasie pojawił się znów Kazimierz. Zamieszkała z nim i skończyłoby się szczęśliwie, gdyby nie Teo, który nagle wszedł do życia Radomiły jakby nigdy się z niego nie ruszał. Radomiła nie potrafiła wybrać. I tak zostało. Jeden nad morzem, drugi na miejscu.

Patrzy na nią. Ona na niego. Między nimi wisi powietrze pełne erotyzmu. Całują się powoli. Rozbierają w podobnym tempie. Ani Teo ani Radomiła nie chcą, żeby chwila minęła zbyt szybko. Nagie ciała ocierają się o siebie. Chłoną siebie. Teo dotyka palcami waginy Radomiły, która otwiera się ciepła i wilgotna. Kobieta wzdycha, gdy język ukochanego wędruje po jej kobiecości.

- Pragnę cię od tak dawna - wyznaje Teo.
- I ja ciebie.

Radomiła unosi biodra. Wygina ciało w łuk. Przyciąga i głaszcze głowę Teo wciąż błądzącego po łechtaczce swojej ukochanej.

- Teraz, wejdź we mnie - jęczy Radomiła.

Teo spełnia jej prośbę. Wsuwa się w nią najpierw delikatnie, potem coraz mocniej.  Zwalnia, gdy czuje zbliżającą się rozkosz. Jeszcze nie, jeszcze chce poczuć pod sobą kobiece pośladki. Zmieniają pozycję. I znów wędrują w górę swojej przyjemności. Po raz pierwszy to nie Teo, ale Radomiła dociera do szczytu. Krzyczy z rozdzierającej ją od środka ekstazy. Zaraz za nią eksploduje jej kochanek.

- Wyjdziesz za mnie? - pyta znienacka Teo.
- Hmm, muszę pomyśleć o tym.
- O czym tu myśleć. Po prostu zróbmy to i zamieszkajmy razem.
- Załatwiłeś już wszystkie swoje sprawy?
- To nie jest odpowiedź!

Nastrój pryska. Niedawno kochankowie teraz obcy sobie ludzie. Radomiła wzdycha. Czy tak musiało się skończyć ich spotkanie?

Eugenia i Stanisława.

Znów siedzą razem u Stanisławy. Eugenia się uśmiecha jakby zapomniała o swojej wcześniejszej złości. Uroda Stanisławy już jej nie przeszkadza. Coś innego zaprząta jej głowę.

- Boję się drzwi otworzyć jak słyszę dzwonek, bo myślę, że to Karol - wyznaje Eugenia.
- Nie rozumiem po co w ogóle go zapraszałaś do mieszkania? - dziwi się Stanisława.
- Nie wiedziałam, że tak będzie, że spodobam mu się.
- I masz za swoje. On się tak szybko nie odczepi. Jak raz go wpuściłaś, sądzi, że zawsze może przychodzić. Gorzej na pewno myśli,że  on tobie też się podoba.
- Paskudny stary dziad - oburza się Eugenia.

Stanisława potakuje i podsuwa Eugenii kolejny kawałek sernika. Naprawdę cieszy się, bo Eugenia już nie wytyka palcem jej Stanisławy lepszego wyglądu.


P. S. Zamęt wokół. Co to będzie? Co to będzie?








 







 




4 komentarze:

  1. Rzeczywiście niezły zamęt, w sam raz na jutrzejsze walentynki :) Ja myślę, że można kochać dwóch facetów na raz, a może i trzech i więcej nawet bo każda miłość jest inna i z każdym przeżywamy coś innego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie jest tak jak mówisz. W każdym razie na pewno dla moich bohaterki, a w życiu wiadomo, trzymamy się męża.

      Usuń
  2. No jak można tak zepsuć nastrój? :)

    OdpowiedzUsuń