wtorek, 15 stycznia 2019

Pudełka i cała reszta.

Tak mogłoby się nazywać mieszkanie jednego z moich bohaterów.
Którego? Co mu się przydarza?

Autor: Tim Walker.
 Witek.

Obudził się wcześnie. Zbyt wcześnie. I po co? Przecież sobota - nie musi iść do pracy. Jednak wszelkie próby zagrzebania się z powrotem w sennym niebycie spełzły na niczym. W powietrzu czuło się jakiś nieokreślony lęk, strach nie wiadomo przed czym. Jakby potwór wbijał kolce w serce. Czyżby początek depresji?

Witek otrząsnął się ze złej myśli. Wyskoczył z łóżka. Zrobił kilka przysiadów i skłonów. Truchtem pokonał trasę do kuchni. Zaparzył kawę i przygotował kanapki. Uczucie niepokoju trwało nadal jak dobrze zawiązany sznur przedmiotów leżących tu i tam w kawalerce Witka. Przedmiotów pozornie bez znaczenia, które można by spokojnie wyrzucić, gdyby nie było się Witkiem. Tyle, że się było i wszystko wokół wydawało się tak bardzo potrzebne, nawet jeśli nie teraz, to na pewno potem, jutro, pojutrze, za kilka dni, za miesiąc lub za parę lat.

Kartony po paczkach, które Witek dostał, nowe i stare książki, zeszyty zapisane i niezapisane, słoiki po dżemach i ogórkach, plastikowe pudełka po masłach itp. itd. Pudełka i cała reszta przyklejona mocnym klejem do właściciela mieszkania.

Zdarzało się, że Witek wpadał w szał sprzątania. Wyrzucał to i owo, a potem męczył się, padał na łóżko, podczas, gdy siamto i owamto zostawało na później.

Dziś po kawie i śniadaniu Witek znów zapragnął coś zrobić. Zagłuszyć nieprzyjemne emocje i zacząć żyć całą piersią albo chociaż pół piersią. Byle wróciła radość, szczęście harmonia, najważniejsze swobodny oddech.

Witek sprzątał. Mieszkanie powoli przybierało bardziej odświętny, sobotni wygląd. Nic nie zapowiadało katastrofy. Nic oprócz wciąż wiszącego w powietrzu napięcia.

Witek zawiązał duży worek foliowy ze śmieciami. Założył kurtkę, buty i wyszedł z torbą na klatkę schodową. Drzwi zatrzasnęły się za nim. Chwilę później zdał sobie sprawę, że nie wziął kluczy zarówno od śmietnika jak i od mieszkania.

Wspomnienie.

Pojawiło się, gdy wracał do domu z nocnej zmiany w słabo ogrzanym, prawie pustym tramwaju wśród trzasków, zgrzytów i potrząsania, typowych umilaczy podróży miejskich.

Błażej tylko na chwilę zamknął oczy i już pod powiekami rysował się obraz z dzieciństwa, czasów, kiedy jeszcze wszystko układało się dobrze albo wydawało się, że dobrze.

Autor: Karolina Bielak.
 
 Miał pięć, może sześć lat. Puszczał papierowe statki na wodzie blisko domu cioci. Co to było, rzeka, staw? Nie pamiętał. Jedynie wrażenie beztroski, prażące słońce, radość, której później jako dorosły na próżno szukał.

Tramwaj gwałtownie zatrzymał się na światłach, wyrywając Błażeja z przeszłości. Ciężko wracało się do tu i teraz. W dodatku nieistniejąca ręka zaczęła swędzić. Niewidzialne igiełki wbijały się w niewidoczną skórę.

- Cholera - zaklął Błażej, drapiąc pozostały nad łokciem kikut lewej ręki.

Minęło dziesięć lat, a on jeszcze się nie przyzwyczaił do odczuć pochodzących jakby z kosmosu, otchłani, w której nadal żyła jego dawna ręka. Cała, zdrowa, bez obcych implantów. Być może inna wersja Błażeja też gdzieś prowadziła inną, bardziej normalną egzystencję. I w tej innej egzystencji nigdy nie spotkała obcych, nigdy z nimi nie walczyła i nie musiała z ich powodu pozbywać się ręki. Poza tym alternatywny Błażej potrafił rozmawiać z ludźmi. Nie bał się ich reakcji na swoje słowa i przede wszystkim miał przyjaciół lub przyjaciela, któremu mówił o wszystkim.

Błażej westchnął. Przypomniał sobie jak niedawno próbował w otaczającej go ścianie milczenia wydrążyć dziurę. Siedział wtedy w parku i zagadał do przechodzącego obok faceta, który wydał mu się sympatyczny. Niestety już po paru słowach, zdał sobie sprawę, że jego strach przed obcymi jest większy niż początkowa odwaga. Potem spotkali się jeszcze raz: on i tamten facet i znów oddzieliła ich bariera strachu.

Nieważne. Błażej otrząsnął się z niemiłego wspomnienia. Wysiadł z tramwaju i poszedł w stronę jednego z wielu wieżowców, w którym od niedawna wynajmował mieszkanie.

Witek.

Najpierw ogarnął go szał złości. Rękami i nogami walił w zamknięte drzwi. Chętnie zabiłby te wredne wrota sezamu, pudełka i śmieci też. Dopiero, gdy ochłonął, dotarło do niego, że przecież sam zbierał niepotrzebne rzeczy i sam wpadł na pomysł, żeby je wyrzucić. I po co? Czy naprawdę nie mógł spokojnie posiedzieć w domu, poleżeć w łóżku, poczytać książkę?

Zmęczony opadł na starą, zniszczoną wycieraczkę. Myślami odpłynął do niedawnej przeszłości, dziwnego mężczyzny z parku, jego trupio bladej sztucznej ręki, jednocześnie przerażającej i fascynującej. Pytanie kim był ów człowiek, drążyło w głowie Witka szereg tajemniczych korytarzy. W każdym z nich wyświetlały się kolejne zagadki. Dlaczego nieznajomy zaczepił Witka? Wyraźnie chciał mu coś powiedzieć. Jednak w ostatniej chwili zrezygnował. Jakby niewidzialne nici nagle zaszyły jego usta. Przy następnym spotkaniu stał się agresywny i groził Witkowi kamieniem. 

- Do licha, dlaczego? - mruczał pod nosem Witek.

Rozmyślania przerwał trzask drzwi na dole. Ktoś wszedł do budynku. Witek aż podskoczył z radości. Wreszcie sąsiad lub sąsiadka da mu na chwilę telefon, żeby mógł wezwać ślusarza. Koniec cierpienia. Nadchodzi ratunek. I nadszedł - Błażej i jego sztuczna ręka.



P. S. Czy zainteresowała Was moja opowieść i chcielibyście poznać ciąg dalszy, a jeśli tak, dlaczego? Co konkretnie spodobało się Wam lub nie spodobało w moim opowiadaniu?
Część poprzednia: Sztucznoręki.

         



7 komentarzy:

  1. No i co?? No i dupa zbita . Jak ma bidok się dostać do własnego mieszkania ?? Wymyśl coś :) proszę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno coś wymyślę. Poza tym jest jeszcze Błażej. Może on pomoże?

      Usuń
    2. Nie zapowiada się :) ale go urządziłaś Aniu :)

      Usuń
    3. Zdaje się, że on sam się urządził. Morał dla nas: sprawdź, czy masz klucze jak wychodzisz z domu. A co do Błażeja, to jeszcze się okaże, jeszcze jest szansa na zmianę.

      Usuń
  2. Jestem ciekawa. Życiowi ci bohaterowie i nieco zabawni.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jam jest Witek, ale nie przypominam sobie, bym zatrzasnął za sobą drzwi pomieszczenia, w którym pozostał do nich klucz :)

    OdpowiedzUsuń