czwartek, 19 czerwca 2014

I znów mamy święto.

Obudziłam się dopiero wczoraj. 
Chyba jak większość z Was, bo nie tylko ja krążyłam jak dziki po ulicy w poszukiwaniu jedzenia.

Tylko jedno święto, a wszyscy już wylegli, żeby szukać zapasów i jakoś przeżyć ten jeden dzień bez sklepu. 
Patrząc na tych ludzi, sama czułam się jak obcy w obcym kraju.
Czy ja lepsza, myślałam, ja też bez chleba nie przeżyję, ani bez tego kalafiora, co go kupiłam na obiad. Nie będąc bretarianinem, o ile rzeczywiście tacy są, zwyczajnie nie przeżyję.
Dlaczego i po co to święto? Tak bardzo wyprowadzające z równowagi, ze zwyczajnego toku myślenia, zwyczajnego dnia.
Z drugiej jednak strony dobrze jest mieć przecież dzień wolny. Odetchnąć od szarej rzeczywistości. Pospać trochę dłużej i zapomnieć o wszelkich obowiązkach. Tylko, czy w jeden dzień to się uda?
W jeden dzień dla tych, którzy następnego dnia muszą zwlec się z łóżka do pracy.
Nie wszyscy przecież mogą się obijać przez cztery dni.
Czy możemy zrealizować swoje plany wypoczynkowe jednego dnia i jeszcze po drodze skoczyć do kościoła, jeśli jesteśmy katolikami? Czy nie wymagamy od siebie zbyt dużo? Czy nie chcemy przeskoczyć własnego cienia, wymagając od siebie zbyt wiele? Odpoczynek, kościół, jedzenie, telewizja, obowiązkowy spacer i co? 
Co pozostało z tego dnia?
Okruchy, drobne śmieci do wyrzucenia albo cały niezjedzony chleb i siatka z bułkami.
Jutro, gdy będziemy szli do pracy, rzucimy je gdzieś koło bloku dla naszych kochanych gołębi.
Niech ptaszki czasem nie umrą z głodu. Co z tego, że one już mają wielkie brzuchy i nie zjadły jeszcze tego, co wyrzuciliśmy wcześniej. Może nasz chleb zje jakiś kot bezdomny albo pies. One takie głodne.
Mój pies na przykład. Niby zje w domu, ale wyjdzie i się rozgląda, co by tu jeszcze przekąsić.
Wybór w niektórych miejscach jest wielki. Szkoda tylko, że czasami chleb spleśniały, niezbyt świeży, twardy. Najważniejsze, że mój pies i wszystkie psy zgłodniałe z całej okolicy mają, co zjeść.
Dzięki nam już nie są głodne. Ani trochę. Dzięki nam i dzięki temu świętu. Następnej okazji do zdobycia jedzenia.
Czy bardzo spłycam to święto, zwłaszcza, że ja sama chleb kupiłam?
Przyznaję, bardzo. W końcu nie o to w tym święcie chodzi. 
Przyznaję. Nie to jest tu najważniejsze, żeby sobie usiąść przy stole, 
obejrzeć telewizję i zjeść, co się da. Potem ewentualnie z całą rodziną wyjść na spacer.
Najważniejsze jest samo święto. Uroczysta procesja i wszystko to, co dzieje się w kościele.
Reszta to drobny i nieistotny dodatek. Modlitwa i skupienie. 
Radość z tego, co się wydarzyło kiedyś.
A wiecie chociaż, co się wydarzyło, bo ja na przykład nie wiedziałam. 
Tyle lat chodziłam do kościoła i na lekcje religii, której wtedy w szkołach nie było, 
a nie wiedziałam nic. Tylko bezmyślnie chodziłam do kościoła. Może mi ktoś powiedział, 
a ja tego nie pamiętam.
Zwyczajnie nie słuchałam, tak jak w szkole tych wszystkich ważnych lekcji, ważnych przedmiotów.
I teraz dopiero swoją wiedzę uzupełniłam. Zaraz podam Wam wszystkie ważne linki. Ważne dla tych, którzy by chcieli zgłębić wiedzę na ten temat i może nie mają źródeł albo im się szukać nie chce.
Tym ciekawym tematu je udostępnię. Jeden ciekawy link na temat święta i religii i drugie o świętach Słowian. Nie było tym razem wcześniej żadnego słowiańskiego święta.
Boże ciało jest całkowicie z tej nowej religii, chyba, że coś przeoczyłam. 
I jednak było kiedyś w tym miejscu jakieś święto słowiańskie. W końcu nie muszę znać wszystkich książek i całego internetu.
Nie, wcale nie muszę. 
Znalazłam, to co, znalazłam i tym się podzielę, życząc Wam wszystkim miłego dnia tego, 
a zwłaszcza tych następnych.
P. S. Przepraszam wszystkich, którzy po tym, co przeczytali poczuli się obrażeni.
To tylko ,, słowa, słowa, słowa,,.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz