środa, 13 lipca 2016

Dlaczego Kalina ma duży brzuch?

To już ostatni tekst przed krótką wakacyjną przerwą.
W sobotę wyjeżdżam nad morze.
Wracam pod koniec miesiąca.
Macie więc czas, żeby pomyśleć, co chcecie
lub czego nie chcecie czytać na blogu.
Propozycje zostawiajcie w komentarzach.
Jak wrócę, chętnie przeczytam i się dostosuję.

Na razie o tym, co znów spotkało Wiesię.
Czy i jak sobie z tym poradziła?


Jeszcze nie ochłonęła po  wypadku znajomego, 
a już spotkało ją następne nieszczęście.

Po nieoczekiwanym przyjeździe kuzynki,
Wiesia pewna była, że ma pecha.
Jak inaczej nazwać to nagłe pojawienie się
krewnej, z którą od tylu lat nie miała
żadnego kontaktu.

Ostatni raz Wiesia widziała ją
z okazji sławnego przyjazdu papieża do miasta.

Kalina była wtedy bardzo religijną panienką.
W swojej religijności porównywalną
z obecną jej sąsiadką Eugenią.
Dla obu wszystko, co ksiądz mówił
było święte i niepodważalne.
Obie z radością poszły na spotkanie
ze wspaniałym Ojcem Kościoła.

Jedynie Wiesia się wymówiła bólem głowy.
Zresztą nawet, gdyby poszła, to i tak
bez męża, który był do śmierci
zdecydowanie antykatolicki.
A bez męża Wiesia wtedy nigdzie nie chodziła.
Sama jakoś źle się czuła.

Kalina miała wówczas 18 lat.
Była młoda i urocza.
Wielu chłopakom zawróciła w głowie,
lecz nie miała zamiaru wyjść za mąż.

Dopiero po 2 latach zmieniła zdanie.
Zaprosiła Wiesię na ślub.
I odtąd była już zawsze z mężem.
Regularnie co rok rodziła mu nowe dziecko
jak to tylko prawdziwie katolicka kobieta potrafi.
Może jednak dlatego również, że żyła na wsi,
a tam wiedza o antykoncepcji nie była
tak rozpowszechniona jak w mieście.

W każdym razie Wiesia sobie
w ten sposób tłumaczyła szóstkę dzieci Kaliny.
Osobiście nie miała nic przeciwko.
Niech się Kalina rozmnaża i będzie szczęśliwa.
Dzięki niej i jej podobnym kraj
jeszcze nie upadł z powodu niskiego
przyrostu urodzin.

Teraz jednak nie było jej do śmiechu.
Kuzynka zjawiła się z dużym brzuchem.
Wiesia nie miała wątpliwości, że znów jest w ciąży.

Już jej miała pogratulować kolejnego dziecka,
gdy ta nagle ją zaskoczyła.
- To nie tak jak myślisz. To nie ciąża. To choroba.
- Jaka choroba? Westchnęła Wiesia, bo już
czuła, że nie obejdzie się bez jej pomocy,
pewnie pieniężnej.

Chce usunąć ciążę.- Myślała Wiesia i była
przerażona, przecież aborcja była prawie zabroniona
z małymi wyjątkami, a już na pewno nie przy
tak zaawansowanej ciąży.

- Jak ci mogę pomóc? - Zapytała Wiesia Kalinę.
- Znajdź mi jakieś mieszkanie.
- Mieszkanie? - Zdziwiła się Wiesia.
- Przecież masz dom na wsi.
- Mam, ale nie mój, tylko wspólny,
a mąż już mnie nie chce.
- Nie chce dlaczego?
- Oj, Wiesia jakaś ty głupia,
jasne, że z powodu tego brzucha.

I tak wyszło szydło z worka.
Kalinę mąż wyrzucił, bo tak jak
wszyscy inni wątpił, że brzuch
jest spowodowany chorobą.

W dodatku dziecko, które z pewnością
za tym się kryło, było nie jego.
On już dawno sobie Kalinę odpuścił
i po kryjomu spotykał się z inną.
Ta chociaż była chętna.
Nie narzekała i nie leżała pod nim jak
martwa deska.

Kalina powiedziała Wiesi,
to co chciała powiedzieć.
O dziecku ani słowa.

Przecież jak się urodzi i tak się wyda.
Myślała Wiesia, która z tego wszystkiego
nie mogła zasnąć.

Wkrótce o Kalinie wiedział już prawie
cały blok, a to za sprawą zawsze ciekawskiej Eugenii.

- Wiecie, że Wiesia ma problem?- Zagadała pewnego
dnia Eugenia do swoich koleżanek.
- Jaki? - Zapytały Stanisława i Florentyna.
- Kuzynka przyjechała do niej w ciąży.
Będzie teraz z nią mieszkała i jej dzieckiem
w tych swoich dwóch pokojach.
- Jak się kiedyś zmieściła z mężem i synem,
to i teraz się zmieści.- Zauważyła Florentyna.
- Akurat ty wiesz jak było.
Eugenia rzuciła na Florentynę złe spojrzenia.

Mimo to Florentyna odparła:
- A ty wiesz lepiej.
- Nie kłóćcie się. - Poprosiła Stanisława, czując,
że za chwilę straci główny wątek rozmowy
i jak zwykle niczego sensownego się nie dowie.
Poskutkowało.
Eugenia odwróciła się do niej jakby
tylko ją chciała poinformować:
- Kalina chce od Wiesi mieszkania.
- Znaczy się, żeby ta jej mieszkania poszukała.
Podobno z mężem się rozwodzi i stąd to mieszkanie.

Można się było tego spodziewać.
Pomyślała Florentyna, a na głos powiedziała:
- Problem z głowy. Znam kogoś, kto wyjeżdża do Indii
i szuka kogoś do opieki nad psem i mieszkaniem.
Tylko czy ta Kalina zgodzi się na psa?
- E, tam, nie będzie wybrzydzać, przecież na wsi
cały inwentarz miała na głowie.  
Stwierdziła Eugenia, która znów spojrzała 
życzliwie na Florentynę.

- I dlatego uciekła.- Westchnęła Stanisława.
- E, tam, od męża uciekła, nie od inwentarza.
Dzieci jej tylko robił i nic więcej.
Ostanie zdanie należało zawsze do wszystkowiedzącej
Eugenii, która choć męża nie miała, na mężach
znała się najlepiej.

Eugenia razem z Florentyną powiedziały Wiesi
o mieszkaniu i psie.
- Pies mały.- Przekonywała Florentyna. Mieszkanie
ładne i duże. Zmieści się razem z dzieckiem.
Przez dwa lata właściciel nie wróci.
W Indiach ma pracę. Wystarczy, że będzie czynsz płaciła.

Wiesia się ucieszyła. Miała problem z głowy.
Nie chciała być już dłużej z kuzynką,
która zrobiła się strasznie wybredna i wymagająca
jakby myślała, że ktoś przy niej musi skakać
i obsługiwać ją jak królewnę.

Tymczasem Kalina odrzuciła propozycję.
Nagle okazało się, że Wiesia jest jej bardzo potrzebna.
- Może to nie guz Wiesiu - zwierzyła się - ale kolejne dziecko.
Jak ja sobie sama dam radę bez opieki.

Jednak Wiesia nie miała zamiaru zaklinować się
w mieszkaniu z niechcianą kuzynką i jej dzieckiem.
Jak jesteś taka mądra, to ja też.- Pomyślała wściekła.
Zgięła się w pół niby z bólu i poszła do lekarza
po skierowanie do szpitala.
Sobie tylko znanymi sposobami skierowanie
dostała, a może naprawdę była chora.

I tak Kalina musiała się wynieść,
bo przecież w swoim stanie nie wyobrażała sobie 
dodatkowych obciążeń starszą schorowaną kuzynką.

Wiesia dopięła swego czyli pozbyła się Kaliny.
Jednak ani ona ani wszystkowiedząca Eugenia
dotąd nie wiedzą, gdzie wyjechała Kalina.

Wróciła do męża?
Znalazła sobie inną krewną z mieszkaniem?
A jej brzuch był brzuchem ciężarnej kłamczuchy,
czy prawdziwą chorobą?
I kto był ojcem dziecka?
I jak to się stało?
Najbardziej z powodu niewiedzy ubolewa Eugenia.
Nie ma o czym opowiadać. 

P. S. Ważna uwaga Wiesia ma 70 lat, a Kalina 50.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz